20 dni męki
Już kawał czasu używam pakietu Kaspersky Internet Security. Kupiłem go w ramach promocji Plusa za 1,22 zł. Niedużo, a pakiet ten jest naprawdę dobry. Czasami na niego narzekam, ale tylko czasami.
Pod koniec maja dostałem propozycję uczestniczenia w akcji organizowanej przez Usta-Usta: dostaję od G DATA ich pakiet InternetSecurity z licencją na rok, ale zobowiązuję się też testować go przez 20 dni, a później napisać o nim swoją opinię.
Zgodziłem się[1]. Szkoda, że po wysłaniu maila wyrażającego zgodę na udział nie otrzymałem (jak na razie) żadnej informacji od Usta-Usta[2].

Od lewej: podręcznik użytkownika, pudło, w którym upakowany był program, CD z G DATA InternetSecurity, szybki start, za nim katalog z informacjami prasowymi, a za katalogiem jedna z informacji prasowych, która ostatecznie nie pojawiła się w kadrze.
Kilka dni po wysłaniu zgody otrzymałem paczkę z pakietem i marketingowym bełkotem, czyt. informacjami prasowymi od G DATA – szkoda, że wrzucono do nich wszystko, nawet informacje o produktach, których nie będę testował. Chętnie podzieliłbym się nimi, gdyby nie to, że ważą ponad 600 MB (nie licząc triali programów dołączonych na płycie).
Soft testowałem na mojej poczciwej maszynie[3].
Włóż płytę do napędu…
Z instalacją nie miałem większych problemów, prócz tego, że dwa razy musiałem restartować komputer. Tak, dwa razy, ponieważ Kaspersky dalej siedział zainstalowany, a jak powszechnie wiadomo, posiadanie dwóch antywirusów na raz to zuo i straszy dzieci. G DATA więc wyrzucił stosowny komunikat i zapytał, czy chcę go usunąć. Zgodziłem się, bo przecież nie miałem wyboru.
Kaspersky usunięty, czas ponownie uruchomić system. Po ponownym uruchomieniu wyskoczyło okienko z informacją w języku… największych przyjaciół mojego pradziadka.

…następnie wyłóż sprzęt, sprawdź go…
Po instalacji wyłączyłem ochronę przed spamem, ochronę maili i stron WWW, co zwykle nie było mi potrzebne, a tylko spowalniało surfowanie. Kaspersky wkurzał mnie tym, że po włączeniu każdej nowej gry, każdego nowego programu pytał się, czy zezwolić aplikacji na dostęp w to czy tamto miejsce. Rozumiem, kwestie bezpieczeństwa, gorzej, gdy takie zachowanie zawieszało program lub grę albo powodowało jej nieprawidłowe działanie.
W dniu, w którym otrzymałem soft od G DATA, przyszła też paczka z kolejnym numerem CD-Action. Zainstalowałem Sacred, odpaliłem i… żadnego monitu o keyloggerze? Żadnego pytania, czy zezwolić instalce Sacred na dostęp do rejestru? Świetnie.
O Firefoksa też nie pytał. O Pidgina też nie. Nie pytał o nic, wszystko działo się automatycznie. Pierwszy zgrzyt pojawił się, kiedy przy pisaniu mojej smacznej appki odpaliłem serwer Rails, standardowo na porcie 3000. Serwer uruchomiony, wklepuję w przeglądarce adres localhost:3000, strona otwiera się w normalny sposób, ale nic nie widzę w logu serwera. Widocznie firewall zablokował ten port. Cóż, usunąłem wszystkie reguły dostępu aplikacji i zacząłem sam je tworzyć. To już nie było takie kolorowe – G DATA zachowywał się dokładnie tak, jak Kaspersky (w którym autopilota wyłączyłem bezpośrednio po instalacji).
…i ciągnij
Nie, nie będzie testów z kategorii “Wykrywalność wirusów przez antywirusa G DATA i Kaspersky’ego”. Czy to jest naprawdę ważne? Dla mnie liczy się to, żeby cały pakiet nie był zbyt zasobożerny, a wykrywalność wirusów stała na przyzwoitym poziomie. Największa szansa na przedostanie się szkodnika do mojego systemu to zawirusowane pendrive’y znajomych, a z tym Kaspersky radzi sobie świetnie. A jeśli chodzi o wydajność, to Kaspersky mocno kopie G DATA po czterech literach.
Przed instalacją nowego programu sprawdziłem zasobożerność Kaspersky’ego. Poczekałem, aż pakiet się trochę rozgrzeje i włączyłem Menedżera zadań Windows[4]. Kaspersky tworzy dwa (widoczne) procesy, z czego jeden stale używa od 6 do 8 MB. Drugi od 15 do prawie 50 MB. Przy maksymalnym wysiłku oba procesy ciągnęły łącznie około 58 MB.
Czas na G DATA. Stworzył on sześć procesów!
- AVKProxy.exe: 21 – 121 MB
- AVKService.exe: 3,6 MB
- AVKTray.exe: 3,8 MB
- AVKWCtl.exe: 126 – 151,4 MB
- GDFirewallTray.exe: 5,7 MB
- GDFwSvc.exe: 10,6 – 12,2 MB
W chwilach maksymalnego obciążenia ten smok ciągnął około 300 MB! Gdybym miał 256 MB SDRAM samej pamięci fizycznej plus kilkaset wirtualnej, to używanie tego pakietu razem z Firefoksem byłoby niemożliwe.
Aktualizacje też należy zassać…
Czym jest antywirus bez aktualnej bazy wirusów? Jest jak Hitler bez wąsów[5]. Ściąganie 50 megabajtów przy moim limicie wynoszącym 1 GB nie wyglądało zbyt zachęcająco, ale poświęciłem się dla testów.
Program pobrał 50 MB aktualizacji, a później… następne 40 MB. Ja się pytam, po co ci to było i co to było?
Panu już podziękujemy
Zostaję przy Kaspersky’m. W G DATA frustruje trochę nieintuicyjny interfejs – na pierwszy rzut oka nie wiedziałem, gdzie i jak mogę zdefiniować swojego reguły dotyczące dostępu. Nawet jeśli, to zasobożerność sprawia, że na chwilę obecną na pewno nie używałbym tego oprogramowania.
Przypisy:- Taka mniejsza recenzja może przyciągnąć grubsze ryby ;-) [↩]
- Ten wpis nie powstał od razu, w czasie pisania dostałem jeszcze maila z informacją o… zbliżającym się końcu akcji. [↩]
- Ostatni upgrade był w 2005 roku, więc sprzęt jest, jaki jest. [↩]
- Tak, wiem, że nie pokazuje on danych dotyczących użycia pamięci w hiperdokładny sposób, ale dla takich testów IMHO wystarczy. [↩]
- Ha-ha-ha-ha. Nie, dobra, przepraszam. [↩]
kazunarii
30 cze 2009
Testowałeś może NODa? Uważam, że to jeden z lepszych antywirusów. Dobry firewall, prosty w obsłudze, mało zasobożerny, szybko skanuję i również żaden wirus jak dotychczas mi się nie przedostał.
SpeX
30 cze 2009
Dokładnie, że wszystkich testowanych demówek i z własnego doświadczenia. Śmiało mogę polecać NODa jako antywirusa. Choć przy najbliższej okazji muszę w końcu zobaczyć w działaniu ich Smart Security, bo na razie działam na czystym antywirze.
Ravicious
30 cze 2009
Trzeba będzie spojrzeć na tego NOD-a, bo w październiku kończy się licencja na Kaspersky Internet Security.
marsjaninzmarsa
30 cze 2009
Fajna kampania, ale pakietu bym nikomu nie polecił – kiedy dostałem program z 3-miesięczną licencją preinstalowany na nowym komputerze, jedną z pierwszych rzeczy które zrobiłem na nim była jego deinstalacja, i teraz chulam na czystym systemie z samym Windows Defenderem ;)
a tak na marginesie… kiedy zmieniłeś skórkę? ;)
96th
30 cze 2009
Ja zainstalowałem sobie demo G-DATA i komp tak mulił że coś w stylu 10FPS i 30 minut go odinstalowałem, bo wejść w żadne aplikacje nie mogłem… 512MB ram i procek 2GHz..
bobiko
1 lip 2009
Generalnie kombajny zwykłym użytkownikom PC nie przydają sie za bardzo, bowiem taki user wykorzysta zaledwie 5% jego możliwości. Inaczej ma się sytuacja w firmie, gdzie ochrona danych przed niepowołanymi jest oczkiem w głowie każdego informatyka ( administratora ).
Osobiście używam Avira Antivir dla domowego użytku od ponad 5 lat i mimo upływu lat, wciąż jest niezwykle stabilna i aktualizowana na bieżąco. Jedynym mankamentem jest pojawiająca się raz dziennie (w trakcie aktualizacji) reklama, ale nie jest ona inwazyjna więc mogę sobie pozwolić na to a zyskuję naprawdę mało-zasobożerny antivir.
Ravicious
1 lip 2009
bobiko :
Jak widać, G DATA do firmy też się średnio nadaje ;-)
davn
1 lip 2009
Jak sie ciesze, że używam Linuksa, i nie mam takich dylematów ;)
glabek94
1 lip 2009
Używałem G Daty w wersji 2007 albo 2008 i IMHO była średnia – przed nią miałem Pandę, która zżerała jeszcze więcej niż G Data. Wirusów raczej nie przepuszaczała, ale który antywir je przepszuszcza jeśli brzydkie zakątki sieci się omija? Później był Norton, który jak dla mnie był najlepszym pakietem bezpieczeństwa. Tylko podczas deinstalcji namieszał coś w zaporze ogniowej od majkrosoftu i poblokowała ona wszystkie aplikacje prócz IE i nie chciała niczego odblokować. No a teraz patrz komentarz wyżej :) .
Ravicious
2 lip 2009
@ glabek94:
Panda… Panda jest dziesięć razy gorsza od G DATA. Kiedyś też miałem. Z G DATA jeszcze da się w miarę żyć, ale z Pandą – nie.
davn :
Czasem używanie Linuksa sprawia o wiele więcej problemów, niż wybór antywirusa w Windowsie :P
bobiko
2 lip 2009
davn :
Myślisz, że używając linuksa, jesteś bezpieczny? ohoho. widzę, że masz braki nt. bezpieczeństwa systemów operacyjcnych, zwłaszcza linuksowych. Na początek faktycznie podstawowe rzeczy są zabezpieczone, ale gdy przyjdzie co do czego, to faktycznie jesteś ugotowany. A i jeszcze jedno: żaden głupek nie napisze wirusa / trojana na linuksa, zanim nie poinformuje developerów o swoich odkryciach.
Ravicious :
chyba ze te mają super sprzet ;)
Kamys
3 lip 2009
ja podobnie jak kazunnari korzystam z NOD-a, który jest prawie niezauważalny. Błyskawicznie się aktualizuje (właściwie to czasami nie wiem kiedy), nie wyskakuje co chwile, po prostu przyjemny
glabek94
3 lip 2009
@bobiko: Obojętnie jaki to system to najsłabszym ogniwem zawsze jest użytkownik. A z wirusami na pingwinka jest jak z yeti – wszyscy o nich wiedzą ale nikt nie widział :) . Mimo wszystko Linux jest bezpieczniejszy i jeśli użytkownik wie co robi to tylko przez niego w komputer może szlag trafić a oprócz phishingu i dziur w innym oprogramowaniu (ale one i tak są szybko łatane) raczej nic nie grozi.
MMO
17 lip 2009
No ja jednak preferuje darmowe rozwiązania, z tego też powodu stosuje od dwóch chyba lat Avast’a Home Edition.
Sprawdza się bardzo dobrze i nie narzekam.
A i procesor nie obciąża bardzo :)
SpeX
17 lip 2009
Avast to chyba najgorszy antywirus. Wydaje się iż wszystko jest ok, coś tam czasem znajdzie. Ale niestety pod kołdrą spokoju szerzy się zaraza. Spróbuj np odpalić Ad-awarea który u mnie motywował avasta do pracy i dopiero przy aktywnym skanie Adawera znajdował ukryte wirusy :/